17 kwietnia 2018

Wspomnienie o Marku Łagodzie

Prof. Marek Łagoda, Grażyna Łagoda i Wojciech Lorenc przy Moście z Łabuń, 2015 Prof. Marek Łagoda, Grażyna Łagoda i Wojciech Lorenc przy Moście z Łabuń, 2015

Profesor Marek Jan Łagoda urodził się w Lublinie w 1948 roku, zamieszkując w kamienicy przy ulicy Rusałki. Uczęszczał do męskiego gimnazjum im. Jana Zamoyskiego w Lublinie, gdzie zdał egzamin dojrzałości. Studiował na Politechnice Warszawskiej na Wydziale Inżynierii Lądowej. Okres studiów to okres nauki oraz kształtowania osobowości. Chyba to wtedy ukształtowała się cecha uciekania do przodu, która została mu aż do końca. Wówczas pozwalała definiować i osiągać cel w trudnej rzeczywistości. Polak w systemie socjalistycznym to obywatel ograniczany licznymi wymyślnymi i bezsensownymi przepisami, bardzo trudnymi do przejścia. Jak każdy młody człowiek w tamtych latach marzył o poznaniu świata, zmierzeniu się z wyzwaniami ponad miarę. Studia przebrnął bezproblemowo, co nie oznaczało, że studiował krótko. A to za sprawą jednej z tych pasji, która ogarnęła środowiska akademickie, czyli wspinaczki górskiej. Przy czym w jego przypadku dotyczyło to nie tylko taternictwa, ale także alpinizmu i gór najwyższych, do których dotarcie wymagało, dziś trudnych do wyobrażenia, wysiłków organizacyjnych oraz oczywistej ekstremalnej kondycji. Było to dla niego również swoistym entre do zwiedzenia świata, które realizował systematycznie, często łącząc je z wyjazdami na konferencje naukowe, do miejsc będących centrami rozwoju technologicznego.

Z Grażyną Rek pobrali się pod koniec studiów. Perspektywa jego pracy w Instytucie Dróg i Mostów (IBDiM) w Warszawie przy ul. Stalingradzkie, obecnie ul. Jagiellońskiej, zmuszała do uzyskania zameldowania w Warszawie. Sposób, w jaki Marek to przeprowadził stał się legendą powtarzaną wśród tych, którzy chcieli także, choćby formalnie, stać się mieszkańcami stolicy. Marek przez całe życie pracował w IBDiM. Przez całe życie - to określnik charakteru Marka Łagody. Małżeństwo z Grażyną było trwałe, można powiedzieć, że był to związek zgodny z przysięgą składana podczas ślubu. Z drugiej strony, do klasycznego małżeństwa należy się uzupełnienie o konsekwencję wieloletniej współpracy z żoną, jako naukowcem. Wspólne artykuły, wspólnie pisane książki były tym bardziej wartościowe, gdyż łączyły oba talenty, żony, która zajmowała się w sposób twórczy estetyką mostów oraz męża, specjalisty w zakresie projektowania, technologii i badań konstrukcji mostowych. Wśród studentów istniała chęć naśladowania Grażyny Łagody, jako specjalistki w zakresie estetyki oraz Marka Łagody za umiejętność szybkiego rozpoznania i równie szybkiego rozwiązywania mostowych problemów technicznych.

 

Wielość jego prac badawczych i naukowych najlepiej ilustrują jego publikacje. Z subiektywnej perspektywy piszącego, można wyróżnić innowacyjne działania związane z następującymi jego zainteresowaniami. Mosty zespolone, które w latach 70. w Polsce były konstrukcjami nowoczesnymi. Jego praca doktorska Stany graniczne podatności łczników w mostowych konstrukcjach zespolonych (Raport PRE-52/81), w swej zasadniczej części była pracą badawczą. Dotyczyła uzasadnienia teoretycznych koncepcji zespolenia w funkcji liczby i rodzajów łączników na zespolenie pełne i podatne. Doktorat obronił na Politechnice Wrocławskiej w 1982 roku. Bardzo interesującą publikacją jest Teoria podatnego zespolenia, (CBiRTD), gdzie w rozdziale 2. zamieszczono obraz odkształceń i sił wewnętrznych na elementy składowe. Obraz ukazuje zarzuconą koncepcję i przez to jest bardzo dydaktyczny.

Tymi mostami, z różnym natężeniem zajmował się zawsze. Ostatnią aplikacją, ze współautorami, był patent na nasuwania ustroju nośnego mostu Północnego w Warszawie przy niepełnej płycie betonowej.

Rozwinięciem koncepcji zespolenia w mostach zespolonych było zajęcie się zagadnieniem wzmacniania ustrojów nośnych mostów przez dodawanie nakładek/podkładek stalowych a następnie taśm typu FRP. Mimo, że sporadycznie taśmy kompozytowe miały wcześniejsze zastosowania w Polsce, to właśnie dzięki niemu stały się przystępne powszechnie wśród inżynierów. Mowa tu o funkcji pasywnej taśm, ale także opcji aktywne oddziaływania w roli taśm sprężających. Opracował polską wersję technologii wprowadzania sprężenia taśmami, która została opisana i udowodniona naukowo w pracy habilitacyjnej (2006 r.) zatytułowanej Wzmacnianie konstrukcji mostowych kompozytami polimerowymi. W pracy została wprowadzona syntetyczna miara charakteryzująca w sposób prosty poprawność sprężenia zewnętzrnego.

Zawsze łączył rezultaty innowacyjnych badań z ich zastosowaniami. Jest autorem projektów wielu wzmocnień mostów w tej technologii w Polsce i za granicą. Wzmacniał nakładkami mosty małe i mosty przez Wisłę. Testował swe rozwiązania systematycznie poczynając od niewielkich obiektów by przejść do mostów dużych. Z tego powodu w jednym z jego wykładów konferencyjnych, obok mostu przez Wisłę pojawił się niewielki obiekt w Białej Podlaskiej, na którym zastosował wzmocnienie ustroju nośnego przez dodanie taśm stalowych i jednocześnie poszerzenie ustroju prze umiejętne dostawienie dodatkowych belek skrajnych.

Był przez wiele lat kierownikiem Pracowni Konstrukcji Mostowych w Zakładzie Mostów, ale nie był to człowiek siedzący za biurkiem. Ciągle jeździł po Polsce w sprawach różnych mostów. Miał doskonały kontakt ze środowiskami projektantów ale przede wszystkim wykonawców mostowych. Cierpliwość w słuchaniu i gotowość prowadzenia rozmów o problemach pojawiających się zawsze podczas wznoszenia mostów zjednywała mu wielu specjalistów. Pamiętał różne szczegóły, potrafił skutecznie pomagać. Dlatego znali go i cenili wszyscy.

Lubił, cokolwiek by to nie znaczyło, mosty stalowe. Mówił, że ich praca jest czytelna i w konsekwencji są to mosty w sensie mechanicznych i technologicznym proste.

Może, dlatego lubił swój most przez Narew w Ostrołęce. Most imieniem Antoniego Madalińskiego ma łuk o rozpiętości 110 m. Most, optycznie w widoku z boku jest podobny do mostu Barqueta, ale nic poza tym. Jeśli nawet przyjąć, że każda forma krytyki jest dopuszczalna, przy jedynym zastrzeżeniu o jej merytoryczności, to byłyby usprawiedliwione publikowanie w internecie tekstu celowo zestawiające daty wzniesienia obu mostów i podobieństwo ich obrazów w widoku z boku. Ale kryterium merytoryczności nie jest dochowane. Mosty są różne, inne konstrukcyjne. Inne technologicznie. Czasem warto wybrać się do Ostrołęki i do Sewilli by nie popełnić gafy.

Czytając systematycznie literaturę mostowa i podczas zagranicznych konferencji, profesor Łagoda dostrzegał nowe tendencje i technologie. Propagował je oraz twórczo rozwijał w Polsce. Przykładem może tu być technologia PCS (Precast Composite Structures) lub stosowanie blach falistych w środnikach blachownic mostowych (Corrugated Webs, Wellstegträgern). Oba zagadnienia realizował wspólnie z żoną.

Kontakty ze środowiskiem lubelskich mostowców były stałe. Sprawa ratowania zabytkowych mostów Lutosławskiego/Hennebique'a była mu bliska również dlatego, że zamieszkiwał na ulicy Rusałki, która jest w odległości ca 100 m od mostu w ciągu ulicy Zamojskiej. Służył radą, na różnych forach popierał podjęcie prac rewitalizacyjnych. Jak wiadomo, jeden z mostów został wyremontowany i pełni zupełnie nową rolę społeczną, jako Most Kultury. Niestety drugi chyli się powoli, ale systematycznie ku upadkowi.

Wspólnie z żoną popierał inne działania ratujące przed unicestwieniem zabytkowej konstrukcji łukowego przęsła Mostu z Łabuń, patrz zdjęcie.

Od roku 2006 został kierownikiem Katedry Dróg na Politechnice Lubelskiej. Pierwszym krokiem była zmiana nazwy katedry na Katedrę Dróg i Mostów, połączona z wyraźnym rozszerzeniem programu wykładów i ćwiczeń projektowych, przynajmniej dwukrotnym.

Profesor Łagoda bardzo szybko się nauczył życia akademickiego, jednak innego niż praca w IBDiM. Jego metodą był spór w zakresie merytorycznym. W jego przypadku ogromną zaletą było zapomnienie o możliwościach korzystania z relacji przełożony-podwładny, właśnie na rzecz sporu. Dynamika charakteru profesora Łagody często sprawiała, że spór przyjmował formę dramatyczną. Jednakże po kwadransie od sytuacji krytycznej, zawsze następował powrót do zwyczajnej merytorycznej rozmowy. To było w nim cenne.

Jego wykłady i seminaria cieszyły się zainteresowaniem studentów. W ciągu pięciu lat wypromował ponad 100 dyplomantów.

Jak już napisano, wypromował dwóch pracowników KDiM na doktorów nauk technicznych. Tematy prac były odzwierciedleniem rzeczywistych i współczesnych problemów mostowych. Dr M. Kowal zajmował się wzmacnianiem elementów mostów stalowych przez doklejanie taśm FRP, podczas gdy dr K. Śledziewski rozpoznał przez badanie w skali 1:2 belki zespolonej ciągłej dwuprzęsłowej w kontekście obniżenia sztywności spowodowanej zarysowaniem płyty RC w strefie nad podporą pośrednią.

Profesor Łagoda doskonale rozumiał znaczenie doświadczenia w dydaktyce. Powtarzał, że prace badawcze do jego rozprawy doktorskiej były ograniczane brakiem pełnego finansowania. Stąd obie prace doktorskie w KDiM, na skutej jego starań, były związane z dodatkowym zaangażowaniem logistycznym, zapewniającym możliwość przeprowadzenia pełnego, założonego zakresu badań.

Z różnych przyczyn ogólnych musiał zrezygnować z pracy na Politechnice Lubelskiej, co nie oznaczało zakończenia współpracy z KDiM. Na pewno kontakty nie osłabły. Powstawały wspólne artykuły. Oboje profesorowie Marek i Grażyna Łagoda, recenzowali powstające w KDiM monografie i artykuły. W tym kontekście dopiero śmierć profesora przerywa trwającą współpracę.

Pracownicy Katedry Dróg i Mostów Politechniki Lubelskiej ze smutkiem przyjęli wiadomość o śmierci profesora Marka Łagody. Mimo powagi tej przykrej chwili, mamy jednak świadomość, że czas wspólnych kontaktów został dobrze wykorzystany. Profesor Łagoda, a dla większości Marek, będzie zawsze w naszej pamięci.

Sławomir Karaś